Historia unikania lawin w pigułce

Poniżej prezentujemy tłumaczenie niemieckojęzycznego artykułu naświetlającego historię wiedzy o lawinach i kolejnych ujęć tematu – o tyle ciekawe, że w Polsce dla wielu osób zainteresowanych tematem rozwój tej dziedziny zatrzymał się w latach dziewięćdziesiątych na teoriach Wernera Muntera, podczas kiedy w rzeczywistości świat na przestrzeni dwudziestu lat poszedł znacznie dalej i propozycje Muntera oraz wynikające z nich strategie są tylko jednym z szeregu możliwych ujęć. Są bardzo rozpowszechnione w Niemczech i w Szwajcarii, natomiast zarówno Austriacy, jak Francuzi, Amerykanie i Kanadyjczycy mają do nich spory dystans i traktują w najlepszym razie jako wspierające narzędzia dla poczatkujących i średnio zaawansowanych. Miłej lektury!

Oryginał tekstu można zobaczyć pod poniższym linkiem, natomiast zdjęcia pochodzą z naszego archiwum.

http://www.br.de/puls/tv/playground/risiko-lawinenkunde-powder-100.html

DSC02968

Autorzy: Sebastian Nachbar & Katharina Kestler

Czy śnieg na stoku wytrzyma, czy nie? To chyba najważniejsze pytanie przy uprawianiu sportów zimowych poza przygotowanymi trasami. Już od dziesięcioleci eksperci łamią sobie głowy, jak unikać lawin. Podejścia do tematu są różne.

Ralf na kolanach przeszukuje śnieg. Oddycha gorączkowo, jego puls przyśpiesza, a trzymany w ręku detektor lawinowy wydaje intensywne piknięcia. On gdzieś tu musi być – ukryty pod grubą warstwą śniegu. Ralf musi go odnaleźć, liczy się każda sekunda. Nagle zrywa się i wbija sondę w śnieg. Słysząc metaliczny odgłos woła: „Ha, on jest tutaj! „On” to drugi detektor, zakopany w celach szkoleniowych przez szkołę górską Zugspitze. Ralf znalazł go w mniej niż dwie minuty. Nie jest źle.

Aby uratować kogoś zasypanego w lawinie, przede wszystkim trzeba działać szybko: od odebrania pierwszego sygnału detektora do odkopania ofiary i odsłonięcia dróg oddechowych jest tylko kilka minut czasu, inaczej zasypanej osobie grozi uduszenie. Lepiej po prostu nie spowodować lawiny. Ale to, jak najlepiej dostosować się do warunków, jak przełożyć komunikat lawinowy na teren, jak ocenić ryzyko i zdecydować: „Stop, dalej nie idziemy!”, zalicza się do najtrudniejszych lekcji w górach.

Profile pokrywy śniegu: kopać i zaufać instynktowi

Kiedyś każdy, kto chciał wiedzieć podczas wycieczki narciarskiej, co dzieje się w pokrywie śnieżnej, musiał kopać i analizować jej profil. Bo przecież w budowie pokrywy widać, czy są tam niebezpieczne warstwy poślizgowe jak szron wgłębny czy krupa. Dzięki rozpoznaniu tego profilu oceniano okoliczne zbocza.  Doświadczeni ski-alpiniści dużo wiedzieli o śniegu, jednak końcowa decyzja dotycząca tego, czy danym stokiem można zjechać, czy jest on zbyt niebezpieczne, zależała ostatecznie od instynktu.

W 1991 roku w Szwajcarii grupa żołnierzy badających pokrywę śnieżną, wykopała w śniegu jego testowy fragment, tak zwany Rutschblok, aby ocenić lokalne zagrożenie. Kiedy testowany blok okazał się stabilny, a chwilę później duża lawina zasypała grupę, stało się jasne, że to, co dotyczy jednego metra kwadratowego powierzchni stoku, może kilka metrów dalej wyglądać zupełnie inaczej. Każdy, kto chce dobrze ocenić pokrywę śnieżną w każdym punkcie trasy, potrzebuje nieskończonej ilości danych – tak dużej, że nie można ich uwzględnić w trakcie normalnego poruszania się na wycieczce. W tym momencie docieramy do granic możliwości analitycznej oceny, która ma na celu ocenę ryzyka zagrożenia lawinowego akurat w tym miejscu,

3×3: Obliczać i minimalizować ryzyko.

Zrozumiał to wtedy Werner Munter, szwajcarski badacz lawin i przewodnik górski. Szukał nowego sposobu, aby dokładnie ocenić zagrożenie lawinowe i poprzez to unikać wypadków. Zamiast badać z lupą i pędzelkiem kryształy w pokrywie śnieżnej, Munter siedział przy biurku i liczył. Porównał statystyki dotyczące wypadków lawinowych z danymi z komunikatów lawinowych. Znalazł związki między stopniem zagrożenia publikowanym w komunikacie, nastromieniem i wystawą stoków, a częstotliwością wypadków lawinowych. Na przykład: 60 procent lawin z udziałem narciarzy wyzwalanych jest na stokach o wystawach północno-zachodnich, północnych i północno-wschodnich, co Werner Munter opisuje w swojej książce „Lawiny 3×3″:

Dzięki swym obliczeniom Munter ustalił pewne statystyczne prawdopodobieństwa zejścia lawiny, czego dowodzą zdania typu „Rezygnacja ze stoków o wystawie północnej zmniejsza ryzyko o połowę.” Poszczególne czynniki, takie jak stopień zagrożenia, nastromienie zbocza lub wystawa ujął w prostym równaniu. Wynik obliczeń to jedna liczba – obrazująca ryzyko spowodowania lawiny, którego nie można wykluczyć. Munter nazwał swój model formułą 3 x 3 – na podstawie oceny trzech głównych czynników (warunki, teren, czynnik ludzki) jak też trzech różnych poziomów (regionalnego, strefowego, lokalnego). Później rozwinął swój model, tworząc tak zwaną metodę redukcji. Jedną z jej podstawowych zasad jest: przy drugim stopniu zagrożenia lawinowego należy unikać stoków o nachyleniu powyżej 40 stopni, przy trzecim stopniu powyżej 35 stopni, i przy czwartym powyżej 30 stopni.

Według magazynu „Bergundsteigen” stosując się wyłącznie do tej zasady można byłoby uniknąć dwóch trzecich wypadków lawinowych.

Początkowo twierdzenia Muntera odrzucano w kręgach ekspertów. Ale od kiedy stało się jasne, że z pomocą tych obliczeń można było uniknąć wywołania wielu lawin, do jego metody ucieka się do coraz większa liczba osób. Dziś na tej praktycznej wiedzy lawinowej opiera się prawie całe szkolenie lawinowe klubów alpejskich. „Metoda Muntera jest idealna dla początkujących”, mówi Rudi Mair z tyrolskiej służby lawinowej. „Można poruszać się w terenie bezpieczniej korzystając ze stosunkowo prostych środków.”

Mair i Nairz: rozpoznanie powtarzających się wzorców ryzyka

Mair, podobnie jak wielu innych członków służby lawinowej, jest zimą ciągle w terenie i codziennie rano o godzinie 7:30 przygotowuje komunikat lawinowy. Kilka lat temu na podstawie swojego doświadczenia wypracował odmienne podejście do oceny zagrożenia lawinowego. W miarę upływu czasu zauważył, że pewne sytuacje niebezpieczne w okresie zimowym pojawiają się w powtarzalny sposób, np. kiedy po długim okresie zimna pojawia się opad śniegu z wiatrem. Na podstawie tych prawidłowości Rudi i jego kolega Patrick Nairz określili pięć podstawowych czynników lawinowych (świeży śnieg, śnieg przeniesiony wiatrem, stary – zalegający śnieg, mokry śnieg, śnieg ślizgający się – leżący na wodzie) i ustalili dziesięć wzorców ryzyka. Ich książka o tytule „Lawina” ma już pięć wydań. W międzyczasie obydwaj uzyskali status „gwiazd wiedzy lawinowej”, a inne służby lawinowe poza Tyrolem przyjęły ich zasady opisu i klasyfikacji wzorców zagrożeń.

Początkowo zasada oparta na wzorcach zagrożeń może wyglądać rzeczywiście jak powrót do analitycznego lawinoznawstwa z analizą kryształów śniegu i warstw w pokrywie śniegu, ale w rzeczywistości stanowi dalszy rozwój wiedzy o zagadnieniu lawin. „Nasz model wzorców zagrożeń jest dobrym uzupełnieniem dla osób, które chcą wniknąć głębiej w analizę zagrożenia lawinowego,” mówi Mair. Nie dostrzega konfliktu pomiędzy zasadą analityczną i opartą na obliczaniu prawdopodobieństwa: „Obie dobrze ze sobą współgrają, a w końcu chodzi o to, aby uniknąć wypadków.” To się sprawdza: liczba ofiar lawin pozostaje dość stabilna w ostatnich latach, choć liczba wyjść ski-turowych i zjazdów freeride znacznie wzrosła.

Czy to metoda redukcji, czy to wzorce zagrożeń – narzędzia, pomagające uniknąć lawiny są lepsze niż kiedykolwiek. Decydujące jest jednak, czy i jak są one stosowane. To właśnie czynnik ludzki wprowadza do rozległego systemu zmiennych praktycznej wiedzy lawinowej największą niepewność.

Niepewny czynnik ludzki.

Jedną z przyczyn niepewności „czynnika ludzkiego” jest to, że nasza percepcja jest bardzo selektywna – podkreśla psycholog i ekspert w dziedzinie ryzyka Bernhard Streicher na tegorocznej konferencji „Śnieg i Bezpieczeństwo” pod hasłem „Wiedza kontra świadomość” w Zürs am Arlberg. ”Nasz obraz w głowie określa to, co postrzegamy. Kiedy jestem w terenie i obraz w mojej głowie jest taki, że dziś jest bezpiecznie, będzie trudno przyjąć do wiadomości informacje niezgodne z tym obrazem. Selektywnie poszukujemy informacji potwierdzających ten już istniejący obraz. Oceniamy również nasze otoczenie tak, że jest dla nas korzystne. Na przykład dwie trzecie wszystkich kierowców uważa, że jeżdzi lepiej niż przeciętnie. Chociaż nie ma takich badań w odniesieniu do sportów zimowych, można założyć, że zachowujemy się tutaj podobnie” – powiedział Streicher. Ponadto miłośnicy sportów zimowych, którzy już nabyli dużo wiedzy w tej dziedzinie są znacznie bardziej skłonni do podejmowania ryzyka, niż ci mniej wyedukowani.

„Jak chodzi o lawiny, to fatalne jest to, że nie mogę ćwiczyć,” mówi Rudi Mair. „Samochodem mogę jechać przez zakręt i obserwować, kiedy zacznie się ślizgać. Takiego sygnału nie ma przy lawinach. ” Postępujesz źle – możesz spowodować lawinę. Ale brak lawiny niekoniecznie oznacza, że oceniałeś właściwie – może po prostu miałeś szczęście. Mimo tego, taka sytuacja prowadzi do czegoś, co Bernhard Streicher nazywa „wyuczoną beztroską”: jeśli ktoś wielokrotnie przejechał podobne zbocze w podobnych warunkach, to uważa, że podjął właściwą decyzję za każdym razem i nie docenia ryzyka.

Ale z kolei w terenie brak zaufania do siebie i swojej wiedzy jest z pewnością najgorszym rozwiązaniem. Bernhard Streicher zaleca oprócz wiedzy teoretycznej i tworzenia wynikającej z niej praktycznych narzędzi mentalnych także ćwiczenia i gromadzenie doświadczeń. Bo dzięki doświadczeniu można podejmować decyzje intuicyjnie. A badania pokazują, że osoby z wyćwiczoną intuicją decydują często lepiej i prawidłowo w ryzykownych sytuacjach.

Na koniec nie należy zapominać: statystycznie rzecz biorąc, bardziej prawdopodobny niż lawina jest wypadek samochodowy w drodze w góry.

Bezpiecznej zimy!

 

email